sobota, 28 lutego 2015

#MIŁOŚĆ edit:2015

Jestem osiemnastolatką, żyję w XXI wieku, mieszkam w (chyba) cywilizowanym mieście, a mimo tego czuję się, jak osoba "starej daty". Czasem mam wrażenie, że wasi wujkowie, dziadkowie, wasze babcie, ciotki, matki, sąsiadki, czy Bóg wie kto, są bardziej nowocześni ode mnie, bo mają więcej #swagu i #fejmu. Ale to ze mną jest coś nie tak czy społeczeństwo zmierza w złym kierunki unku? Ludzie zarzucają mi, że jestem aspołeczna. To racja, bo cholernie nie lubię takich ludzi. A jeśli świat ciągle idzie z takim "postępem" to ja dziękuję, wysiadam.

Fuckin' songs > Love songs 

Zrobiłam sobie "swój dzień"; z dala od domu, w ulubionej części Polski (znienawidzonej przez większość Polaków... Tak, byłam na Śląsku. Lubię Śląsk i jestem z tego dumna, ale to już osobny temat). Przeglądam kobiece czasopismo, czytam artykuł poświęcony intymnej sferze życiowej człowieka (mam wrażenie, że całe wydanie będzie o tym, bo na okładce "50 twarzy Greya"... Ale jak na całą burzę medialną odnośnie filmu, mogę ocenić tylko ten wywiad i przyznaję - świetny! ps: nie, nadal nie przekonuje mnie to do obejrzenia adaptacji książki). Czytam więc artykuł o swingersach, o sex aplikacjach i już sama nie wiem, co robię. To taki research natchnienia. Zaczynam pisać ten tekst, co chwila przeglądając kolejne strony artykułu. Już wiem, że popełniłam błąd na samym początku czytania...myślałam, że będzie milej, a tymczasem zrobiło mi się głupio. Jak na singielkę przystało, włączyłam swoją ulubioną składankę artystów najpiękniej śpiewających o miłości czyli m.in: Kasia Kowalska, Edyta Bartosiewicz, czy (jak dla mnie) najlepszy w wyrażaniu emocji i uczuć - Igor Herbut. To trochę przykre, że taka Kasia Kowalska pisała jakieś 10 lat temu słowa do piosenki o miłości, nie zdając sobie sprawy z tego, że za kilka lat ludzie nie będą tak uczuciowi, jak wówczas.
Ale skoro już wspomniałam o muzyce: dlaczego miłosne ballady, ale takie prawdziwie miłosne schodzą na drugi plan? Dlaczego mało kto słucha teraz wypełnionych uczuciami piosenek? Kto w ogóle wymyślił kategorię 'FUCKIN' SONGS'?! W jej przeglądzie pojawiła się piosenka Justina Timberlake'a "My love". Ok, rozumiem, utwór jest w porządku, ale skomentowano go (i tu uwaga: cytat!) "Już nie ballada, ale jeszcze bez zadyszki." Nie rozumiem, naprawdę. Czy teraz, by piosenka była fajna, musi być z odpowiednim teledyskiem (if you know, what I mean) i obcojęzyczna, by nie do końca zrozumieć tekst, ale ważne, że pada tam słowo 'love'?! "Nieważne o czym, ważne, że sugestywnie."

"Znamy się z aplikacji..." - czyli o tym, jak nowinki technologiczne burzą kontakty międzyludzkie.

Wystarczy, że polubisz jego/jej zdjęcie i już możecie iść do łóżka! Związek?! Coś czuję, że nadejdą czasy, gdy to słowo nie będzie mieć żadnego znaczenia. Tylko co wtedy? Komunikacja międzyludzka sprowadzi się do różnych aplikacji. Zaznaczysz na co masz dziś ochotę, twój partner to sprawdzi i będzie w porządku. Będzie? Jak dla mnie to absurd. Czysta kpina z ludzkich uczuć. Kolejne pokolenie 'dojrzałych' ludzi, będzie w 3/4 swingersami. Bo jak brzmi ich zasada: Do kina chodzisz tylko ze swoim chłopakiem. Do łóżka - z kim chcesz. Zupełnie nie mam pojęcia, czym jest to spowodowane. Brakiem szacunku, oryginalnością...? Nie wiem. Chcesz spotkać się z facetem z aplikacji? Proszę bardzo, ale aplikacja najpierw sprawdzi czy jesteś trzeźwa. *śmiech_na_sali* Autorzy takich programów na androida robią to serio czy po prostu z nas kpią i śmieją się w swoich biurach z coraz większej liczby idiotów pobierających aplikację? Obawiam się o to wszystko... Przeraża mnie fakt, że zanika kontakt "twarzą w twarz". Jeszcze chwila, a zaszyjemy się w swoich pokojach przed laptopem/tabletem/komórką i będziemy bać się ludzi. A propos! Przypomniał mi się tekst o związkach na odległość. Łączenie się przez androida z wibratorem swojej dziewczyny... Nazwano to teledildonikacją. Nie chcę wiedzieć, co będzie następne. Nawet nie chcę o tym myśleć. Jestem już osiemnaście lat na tym świecie. Myślałam, że się przyzwyczaję, ale co chwila ludzie zaskakują mnie czy czymś nowym. Ja naprawdę nie pasuję do tego świata. Czy są jeszcze ludzie, którzy od czasu do czasu piszą list miłosny do swojej drugiej połówki? Chociaż raz w życiu? Błagam, powiedzcie, że ktoś to jeszcze robi, a nie wyznaje miłości przez Facebook'a "żeby wszyscy widzieli".

A może to ze mną jest coś nie tak? Jeśli czyta to jakiś psycholog, to poproszę o wizytę, a może dwie, najlepiej całą sesję, dopóki nie ogarnę tej kuwety.

PS: Wy też nie spodziewaliście się takiego artykułu? Życie mnie zmusiło, wybaczcie.

"PYTASZ MNIE CO CZUJĘ, ODPOWIADAM, ŻE JUŻ CZUJĘ WSZYSTKO, CZYLI NIC."

Pozdrawiam, K.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka